Lipiec. Mój miesiąc…
Każdego roku pachnie dla mnie życiem. Nie tylko ciepłym wiatrem, zimną lemoniadą, rozkwitającymi ogrodami, wcześnymi porankami i długimi wieczorami, ale przede wszystkim wdzięcznością. To właśnie w tym miesiącu rozpoczęła się moja historia. Przyszłam na świat, otworzyłam oczy, nie wiedząc jeszcze, ile przede mną zakrętów, ile wzruszeń, ile miłości, ile śmiechu, ile bólu i łez …i jak wiele marzeń zamieszka w moim sercu.
Bo narodziny są najcichszym cudem świata.
W jednej chwili pojawia się na świecie nowe serce, które jeszcze nic nie wie o miłości, tęsknocie, odwadze i przebaczeniu. Nie zna smaku zwycięstw ani ciężaru porażek. Nie wie, że życie czasem prowadzi przez ciemność po to, byśmy jeszcze mocniej pokochali światło. Nie wie, że z wiekiemi pojawią się się zakazy, które będą budziły gotowość. Z biegiem lat uczymy się żyć.
Najpierw stawiamy niepewne kroki. Potem odważnie biegniemy za marzeniami. Zdarza się, że upadamy. Czasem gubimy drogę. Czasem wydaje nam się, że już nigdy nie odnajdziemy siebie. Ale to nie prawda. Każdy etap życia ma swoje motyle.
Dziecko marzy o wielkim świecie. Młody człowiek o miłości i przyszłości. Dorosły o spokoju, zdrowiu i obecności tych, których kocha. A później odkrywamy coś jeszcze piękniejszego, że serce nie ma wieku. Ono zawsze potrafi marzyć. Że marzenia nie maja wieku… Bo raz zrodzone w sercu mimo, upływającego czasu, wciąż w nas są… lśnią jak światło, które rozświetlają naszą codzienność…
Bo nasze narodziny to cud nad cudami…
Bo marzenia to iskry, które rozpalają nadzieję, dodają odwagi i prowadzą nas tam, gdzie serce odnajduje swoje miejsce. Mają w sobie magiczną moc – potrafią zmieniać nasze życie, otwierać nowe drzwi i sprawiać, że nawet najskrytsze pragnienia zaczynają rozkwitać.
Razem tworzą łańcuch dobra, wiary i miłości, który łączy ludzi, inspiruje do działania.
Ten łańcuch życia ma niezwykłą, magiczną moc.
Potrafi posklejać nawet najbardziej kruche serce. Pokazać, że po najdłuższej nocy zawsze przychodzi świt. Uczy dostrzegać piękno tam, gdzie wcześniej widzieliśmy tylko ból. Uczy nas pokory i cierpliwości, patrzenia na świat swoim własnymi oczami i dostrzegania małych cudów… i tego, że nie mierzymy życia liczbą lat, a chwilami, które zapierają dech. Ludźmi, którzy zostawiają ślad w naszym sercu. Dobrem, które podaliśmy dalej. Uśmiechami, które udało nam się podarować. Marzeniami, których nie baliśmy się spełnić i udało nam się podarować marzenia innym… Bo ,,marzenia rodzą marzenia…” Są kwintesencją naszego życia… a największym darem jest, kiedy możemy się nimi dzielić z drugim sercem…tym świadomym, odważnym, które z odwagą rozkłada skrzydła…i tym drżącym, które wątpi, boi się i dopiero uczy się latać…
Nie bójmy się żyć… nie bójmy się marzyć… Marzenia czekają. Rodzą się cichutko, tam gdzie ich miejsce — w naszych sercach. Niekiedy delikatne, niemal niewidoczne, a jednak pełne siły, żeby wzbić się wysoko… Bywa, że cierpliwe czekają na spełnienie latami…Czekają na nasz znak… Potrzebują naszej wiary i odwagi. Bywa, że ich skrzydła rozkładają się bardzo powoli, zanim odważą się wzlecieć. A kiedy już nauczą się latać... lecą… i przypominają nam, że niemożliwe staje się możliwe, że to tylko słowa, wypowiedziane zbyt wcześnie… zbyt pochopnie… że tak naprawdę, możemy wszytko.
Bo urodziliśmy się po to, żeby żyć. Jedni z Nas przyszli na świat wtedy, gdy ziemię otula śnieg. Inni wtedy, gdy wszystko budzi się do życia, dojrzewa w letnim słońcu albo cichnie pod złotymi liśćmi jesieni. Każdy miesiąc jest jak osobny rozdział wielkiej księgi życia. Nie ma piękniejszego ani mniej ważnego, od tego, w którym przyszliśmy na świat.
Nasz miesiąc jest początkiem nas samych.
Dlatego, kiedy nadejdzie Twój miesiąc, zatrzymaj się na chwilę.
Pomyśl o drodze, którą przeszedłeś, o ludziach, których spotkałeś, o marzeniach, które już się spełniły, i o tych, które wciąż czekają na swój czas.
Bo każdy z nas ma swój miesiąc. Swój początek. Swoją historię.
I właśnie po to otrzymaliśmy życie – aby nigdy nie zamknąć serca przed zachwytem. Aby każdego dnia uczyć się dostrzegać piękno ukryte w tym, co pozornie zwyczajne. W ciepłym uśmiechu, wyciągniętej dłoni, zapachu letnich kwiatów, śpiewie ptaków o świcie, ciszy, która pozwala usłyszeć własne serce o zachodzie slońca... a w nim ukryte marzenia… które są jak motyle. Może nie zawsze od razu rozkładają skrzydła. Może niekiedy potrzebują czasu, cierpliwości i wiary, by wzbić się ku niebu. Jednak kiedy odważymy się za nimi podążyć, zaczniemy odkrywać, że najpiękniejsza podróż prowadzi nie do odległych miejsc, lecz do nas samych.
Bo życie nie mierzy się liczbą przeżytych lat, ale odwagą, z jaką kochamy… z odwagą jaką marzymy i potrafimy zacząć od nowa. Świętujmy nasze urodziny z miłością, z nadzieją, z wiarą. Wyraźmy wdzięczność, że możemy podziękować za dar istnienia.
Nie świętujmy dnia narodzin raz w roku, lecz każdego dnia. Bo może się okazać, że ,, dziś’’, to ostatnia szansa, żeby zatrzymać się na moment i przypomnieć sobie, że największym cudem nie jest upływ czasu, ale to, że wciąż jesteśmy, oddychamy i potrafimy marzyć.
Bo Życie, to jeden z najwartościowszych prezentów, jakie otrzymaliśmy w darze od losu. Bo, kiedy żyjemy My, żyją też nasze marzenia…
Rozmarzona do granic możliwości. Katarzyna Nosal.
,,Dziękuję Ci, lipcu…”
i za zachody, które przynoszą ukojenie…
rozmarzona do granic możliwości, wyruszam dalej w PODRÓŻ ŻYCIA…

































